Jan Paweł II był Papieżem, który szukał kontaktu z drugim człowiekiem. Umiał z ludźmi przebywać, wsłuchiwać się w ich sprawy, prowadzić z nimi dialog. Miał wiele ze św. Pawła, który pragnął utożsamiać się ze swoim rozmówcą; z dostojnikami rozmawiał jak dostojnik, wśród biednych stawał się jednym z nich, z młodzieżą czuł się młody, dla dzieci był jak kochający ojciec. Każdego szanował, w każdym dostrzegał jego godność, był dla wszystkich – biednych i bogatych, uczonych i prostych, wierzących i niewierzących. Często ludzie podkreślali, że od jego osoby biła jakaś niewypowiedziana, tajemnicza moc, która napawała uczuciem głębokiego spokoju, moc która skruszała serca, wnosiła nową nadzieję w życie. Był autentycznym świadkiem wiary, dobroci i miłości Bożej. W kontakcie z Janem Pawłem II wielu odnajdywało sens życia. Takim był Jan Paweł II i takiego miałem możność poznać również i ja.   Image
 
Na przestrzeni długiego pontyfikatu, miałem okazję spotkać go osobiście wiele razy. Każde spotkanie było inne, każde z nich było swego rodzaju wydarzeniem wyjątkowym. Pamiętam pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w 1979 r. To właśnie w Częstochowie wraz z kilkoma innymi seminarzystami przedarliśmy się przez kordon służb porządkowych i dotarliśmy na sam szczyt Jasnej Góry, do ołtarza ustawionego na wałach, skąd roztaczał się nieopisany widok morza ludzkich postaci. Było to niesamowite, podobnie jak fakt znalezienia się przy Papieżu. Serce kołatało z wrażenia. On spojrzał na nas z całą serdecznością, uśmiechnął się, zapytał skąd jesteśmy, a potem wspólnie zaśpiewaliśmy „Barkę”. Tych kilka minut wydawało się wiecznością.
 
Gdy zacząłem pracować w Kongregacji Ewangelizacji Narodów, w czasie jednego ze spotkań poprosiłem o szczególne błogosławieństwo na rocznicę sakramentu małżeństwa moich rodziców. Papież zatrzymał się, zadumał na chwilę, a potem udzielił mi błogosławieństwa i dodał: „Zanieś je rodzicom”.
 
Mocno utkwiło mi w pamięci ostatnie spotkanie. Pod koniec października 2004 r. prowadziłem na audiencję oficjalną delegację szefów religii na Zakaukaziu, w skład której wchodzili muzułmanie, prawosławni i żydzi. Przyjechali, by podziękować Papieżowi za jego podróż apostolską do Azerbejdżanu. Kiedy przedstawiałem Papieżowi uczestników delegacji, on słuchał uważnie. Był słaby, miał trudności z oddychaniem, a mimo to poświęcił nam prawie półtorej godziny. Po długich przemówieniach wszyscy mogli uścisnąć dłoń Papieża i otrzymać pamiątkę. Mimo trudności z mową, Papież wygłosił stosunkowo długie przemówienie, otrzymując owacje wdzięczności. Na obliczu Jana Pawła II malowało się zmęczenie, zaś na twarzach uczestników nieopisana radość i wdzięczność. Taka jest misja człowieka Bożego, być z ludźmi i przybliżać ludziom Boga. Jan Paweł II pełnił tę misję wiernie, o czym zaświadczyły niezliczone rzesze, które przybyły do Wiecznego Miasta, aby go pożegnać.
 
Ks. Tadeusz Wojda SAC
Rzym, 22 kwietnia 2005 r.
In aeternamTekst „Rogito” przypominający najważniejsze wydarzenia życia i działalności zmarłego Papieża. Napisany w języku łacińskim został umieszczony w trumnie Ojca Świętego.

Pocałunek Papieża – wzbudza powołanie kapłańskie i misyjne
W późne i ciemne wieczory tropikalne, oświetlone tylko blaskiem gwiazd i księżyca, u źródeł Nilu w Rwandzie, pierwsi polscy pallotyńscy misjonarze (lata siedemdziesiąte) snuli przeróżne opowiadania i wspomnienia, tęskniąc za Ojczyzną. Jedno szczególnie utkwiło mi w pamięci, gdyż związane jest z osobą Ojca świętego Jana Pawła II.
W latach sześćdziesiątych ks. kardynał Karol Wojtyła wizytował jedną z parafii na Podhalu, gdzie witał się serdecznie z księdzem proboszczem i parafianami. Małego ministranta Jacka, przyszłego wielkiego misjonarza Rwandy, Zairu i Belgii, pocałował w czoło. Dla Jacka, jak się domyśliłem później, nie był to tylko pocałunek powitania, pocałunek pokoju, ale akt wzbudzenia powołania kapłańskiego i misyjnego, z którego był i jest tak bardzo dumny!
 
Ocet na „toast” z okazji wyboru Rodaka na Stolicę Apostolską
Gdy pierwsi pallotyńscy misjonarze dotarli do Rwandy, mieli poważne trudności w zaadoptowaniu się do nowej kultury i nowego środowiska afrykańskiego. W Polsce pytano się nas o Rwandę: co to za kraj, gdzie on jest, na którym kontynencie? Rwandyjczycy nie wiedzieli, gdzie znajduje się Polska. Dopiero wybór Karola Wojtyły, Polaka, na Papieża, uświadomił Rwandyjczykom nasze polskie pochodzenie.
Gdy 16 października 1978 r. ogłoszono wybór nowego papieża, Polaka, wielu misjonarzy i miejscowych księży i świeckich składało nam polskim pallotynom, gratulacje, z czego byliśmy bardzo dumni. W jednej z naszych parafii w dniu wyboru Jana Pawła II był tylko jeden starszy misjonarz pallotyn, ojciec Ignacy, do którego z gratulacjami przybyli sąsiedzi, salezjanie, belgijscy misjonarze, prosząc o „toast” na cześć Papieża Polaka, gdyż znali tylko tyle z polskich obyczajów. Ojciec Ignacy, wzruszony, nie mógł znaleźć wśród zapasów żywności odpowiedniej butelki. Wreszcie znalazł w swoim przekonaniu godny napitek i... zaskoczył gości. Okazało się, że pomylił butelki i przyniósł... ocet!
 
Motyka zamiast pastorału
W 1990 r. Rwanda miała zaszczyt gościć Ojca Świętego Jana Pawła II. Program wizyty był bardzo bogaty. Odbyły się spotkania z inteligencją, młodzieżą, biskupami, przedstawicielami miejscowych władz i innych religii. Ale w sercach Rwandyjczyków utkwił w pamięci fakt spotkania z rolnikami, którzy stanowią ponad 95% ludności. Rwanda jest krajem górzystym, bardzo zaludnionym.  Image
Ziemia na zboczach wzgórz uprawiana jest w sposób więcej niż tradycyjny, za pomocą motyki. Nie znane i nie używane są tu inne maszyny rolnicze, takie jak pług, ciągnik, siewnik czy kombajn. Cała ciężka praca rolnika wykonywana jest ręcznie!
Jan Paweł II osobiście poznał trud ciężkiej pracy i jej wartość, gdy w młodości przez cztery lata ciężko pracował w kamieniołomach i fabryce Solvay w Krakowie. Stąd podczas spotkania z rolnikami z Rwandy wziął w swoje ręce motykę, to archaiczne, jak na koniec XX wieku, narzędzie pracy milionów mieszkańców Rwandy i pobłogosławił je, dowartościowując w ten sposób ogromny trud większości Rwandyjczyków.
 
Niechciany Zwiastun pokoju
Pod koniec lat osiemdziesiątych tak bardzo pokojowa i „rajska” Rwanda zmierzała do zbrojnego konfliktu. Już od 1981 r. w swych objawieniach w Kibeho Najświętsza Maryja Panna przestrzegała świat i Rwandę przed katastrofą wojny, która grozi ludności, jeśli nie nawróci się, nie będzie się prawdziwie modlić i nie zaprzestanie działań niezgodnych z Ewangelią.
Drugim posłańcem niebios był Ojciec święty Jan Paweł II, który będąc w Rwandzie od 7 do 9 września 1990 r., nawoływał do zgody, pojednania, miłości, zachęcał Rwandyjczyków do budowania pokoju. Nawiązując do słynnego powiedzenia, że Rwanda jest krajem tysiąca wzgórz, proponował, aby na tysiące problemów nurtujących Rwandę, znaleźli czym prędzej, tysiące pozytywnych odpowiedzi!
Niestety, nie skorzystaliśmy z uprzedzenia Matki Bożej, nie skorzystaliśmy też z posłania papieskiego. Kilka tygodni po jego wizycie wybuchła straszna, bratobójcza wojna domowa, zakończona w 1994 r. ludobójstwem prawie dwóch milionów Rwandyjczyków!
Ojciec święty wielokrotnie nawoływał naród rwandyjski do zaprzestania walk, masakr, zachęcał do rozmów, do pokoju. To on pierwszy nazwał po imieniu to, co działo się w Rwandzie: ludobójstwo! Jednak ani Rwanda, ani inne kraje i narody nie wzięły sobie do serca jego wołania o ratunek dla Rwandy! Po wojnie pozostały liczne rany, które nie chcą się goić, gdyż tkwią w nich jeszcze ciernie egoizmu, pychy, braku przebaczenia i prawdziwej miłości.
 
Ojciec sierot
Jednym ze skutków straszliwej wojny w Rwandzie jest olbrzymia ilość wdów i sierot. Są setki tysięcy dzieci w różnym wieku, których cichy płacz, przepełniony żalem do dorosłych „bawiących się” w wojnę, dociera do wrót niebieskich i do serc wielu wrażliwych ludzi.
Pierwszym z nich był Ojciec Święty Jan Paweł II, który polecił zbudować Centrum dla sierot w Rwandzie. Dzięki dynamicznej postawie ówczesnego Nuncjusza Apostolskiego Rwandy, Polaka, ks. abpa Juliusza Janusza, centrum zostało wybudowane w Mbare, w środku Rwandy.
Idąc za głosem Jana Pawła II, chcąc przyjść z pomocą najbiedniejszym z biednych – sierotom w Rwandzie – pallotyni w Polsce i Rwandzie, przy udziale wielu osób świeckich, zorganizowali dzieło „Adopcji Serca”, które działa już od kilku lat. Obecnie obejmuje opieką prawie cztery tysiące sierot w Rwandzie.
 
Wielki Misjonarz – Ojciec i przyjaciel misjonarzy
Od lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w Rwandzie i sąsiedztwie pracowało i pracuje wielu polskich misjonarzy i misjonarek z różnych zgromadzeń zakonnych, którzy już mocno wrośli w rwandyjską rzeczywistość. Mają liczne tubylcze powołania i wiele miejscowych sióstr i księży.
 ImagePamiętam wyjątkowe spotkanie polskich misjonarzy w Nuncjaturze Apostolskiej w Kigali z Janem Pawłem II, gdzie każdy z nas mógł zbliżyć się do niego, powiedzieć kilka słów, ucałować pierścień Rybaka i odejść obdarowany, nie tylko papieskim różańcem, ale ogromną siłą ducha, która emanowała od Ojca świętego. Ta siła sprawia, że pomimo tak wielu trudności, przeróżnych problemów, nawet czasami wrogości, chcemy trwać na posterunku naszego powołania misyjnego, tak jak on – do końca!
Wielu z misjonarzy miało łaskę być na audiencji u Ojca świętego w Rzymie. Pozostały pamiątkowe zdjęcia i w sercu wielkie wzruszenie, które sprawiło, że jak przez mgłę słyszymy słowa otuchy, zachęcenia, błogosławieństwa..., czasami pytanie o zdrowie konkretnego misjonarza, misjonarki...! Skąd on nas znał? Może widział sercem?
 
 
W wigilię Królowej Polski, 2 maja br., wszyscy polscy misjonarze pracujący w Rwandzie i okolicy, spotkali się, pod przewodnictwem Nuncjusza Apostolskiego w Rwandzie, w nowym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kabuga, aby jeszcze raz złożyć hołd Wielkiemu Misjonarzowi świata Janowi Pawłowi II, wyrazić naszą wdzięczność za Jego posługę wśród nas, modlić się za Niego i do Niego, zwłaszcza prosząc o siłę i moc jaką On posiadał, do wiernego i wytrwałego naszego posługiwania Kościołowi misyjnemu.
Będziemy też modlić się w intencjach obecnego Ojca Świętego Benedykta XVI, aby na wzór Jana Pawła II był dobrym Ojcem, zwłaszcza dla młodych Kościołów misyjnych i misjonarzy całego świata!
 
Ks. Zbigniew Pawłowski SAC
Rwanda
Miałem w swoim życiu kilka spotkań z Papieżem Janem Pawłem II. Większość z nich była skrzętnie zaplanowana i umówiona na godzinę, tak jak to, w Niepokalanowie, podczas Jego drugiej pielgrzymki do Ojczyzny, gdzie razem z ponad 100-osobową grupą misjonarzy otrzymałem poświęcony przez Jana Pawła II krzyż misyjny. Następnie był Rzym, kwiecień 1984 r. Dane mi było wówczas uczestniczyć z Ojcem Świętym w liturgii Wielkiego Piątku.  Image
W Bazylice św. Piotra czytałem jedno z wezwań modlitwy wiernych po polsku, po czym miało miejsce tradycyjne uściśnięcie dłoni i błogosławieństwo Papieża dla służby liturgicznej, a przy tym wymiana kilku słów, no i oczywiście zdjęcia... Następnie było Castel Gandolfo, w 1987 r. Uczestniczyłem tam w audiencji z grupą młodzieży z Radomia.
 
Trzy lata później, w 1990 r., przyszła kolej na Afrykę. W Nuncjaturze Apostolskiej w Kigali miało miejsce spotkanie Papieża z polskimi misjonarzami pracującymi w Rwandzie i Burundi. W końcu raz jeszcze Rzym, w czasie Zebrania Generalnego Pallotynów. Najpierw w 1998 r., a następnie w 2004 r., gdzie razem z moim młodszym bratem Jankiem, padliśmy na kolana przed pochylonym Papieżem, a ten usłyszawszy, żeśmy braćmi i misjonarzami, pobłogosławił nam serdecznie, wymawiając z trudem: „dobrze, dobrze...”, tak jakby chciał się upewnić, że usłyszeliśmy, i że to „dobrze”, żeśmy braćmi misjonarzami...
 
Oprócz tych „zaplanowanych spotkań”, były też dwa „nieoczekiwane spotkania” z Papieżem Janem Pawłem II. Cenię je sobie najbardziej, ponieważ są one najbliższe memu sercu. Pierwsze z nich miało miejsce 5 czerwca 1979 r., na Jasnej Górze. Do Częstochowy udałem się z pallotyńską bracią klerycką z Ołtarzewa. Wieczorem uczestniczyliśmy w Apelu Jasnogórskim. Dzięki ks. Boniewiczowi udało nam się dostać na Wały, i to bardzo blisko ołtarza. Najpierw zaśpiewaliśmy Apel, a następnie wysłuchaliśmy papieskiego rozważania. To właśnie wtedy padła ta pamiętna prośba Papieża Polaka, aby Apel Jasnogórski nie przestał być naszą modlitwą i naszym programem, zwłaszcza dla polskich rodzin. „O jakże bardzo pragnę –mówił nasz rodak z Watykanu – ja, który życie, wiarę i język zawdzięczam polskiej rodzinie, aby rodzina ta nie przestawała być Bogiem silna”. Po tym rozważaniu odmówiliśmy „Pod Twoją Obronę”, a potem ktoś zaczął śpiewać Czarną Madonnę. Ojciec Święty włączył się w ten śpiew rozglądając się dyskretnie wokół siebie, jakby szukał „towarzystwa”. Wtedy, widząc nas stojących z gitarami, bez wcześniejszego uprzedzenia, podszedł do nas ks. St. Dziwisz i zaproponował, aby „pośpiewać” z Ojcem świętym. Ponieważ stałem w „pierwszej linii” i w dodatku z gitarą, znalazłem się w grupie szczęśliwych wybrańców. Było nas około dziesięciu osób. Gdy zakończyliśmy Czarną Madonnę, widząc stojący na ołtarzu mikrofon, pochyliłem się nieco w jego stronę mówiąc: „Ojcze święty! Pozwól, że zaśpiewamy jeszcze razem twoją ulubioną Barkę”.
 
Jan Paweł II chwycił mnie za czuprynę, (co zostało upamiętnione na licznych zdjęciach – włosów mi wtedy nie brakowało!), potrząsnął głową i powiedział: „Nie słuchajcie go, bo będzie was trzymał do rana. Zaśpiewajcie Wszystkie nasze dzienne sprawy i idźcie spać”. Stojący pod Jasną Górą tłum wybuchnął śmiechem i gromkim aplauzem! Barkę swoją drogą zaśpiewaliśmy, i Wszystkie nasze dzienne sprawy również. Papież śpiewał drugim głosem. A ja, nie dowierzając jeszcze temu, co mi się „przydarzyło”, wróciłem szczęśliwy do pallotynów na Dolinę Miłosierdzia i nie tylko... To było moje pierwsze w życiu spotkanie z „Szefem”, tak bardzo mi wtedy potrzebne, aby „wrócić” do seminarium, po kilkumiesięcznej przerwie, o którą prosiłem w grudniu 1978 r.
 
Ostatnie moje spotkanie z Janem Pawłem II miało miejsce dwadzieścia sześć lat później, w Bazylice św. Piotra, przy trumnie Papieża. Tak się akurat złożyło (przypadek w oczach chrześcijanina jest Opatrznością!), że byłem w tych dniach w Rzymie na zebraniu Pallotyńskiego Sekretariatu ds. Formacji. 5 kwietnia udałem się z ks. Józefem Lasakiem na Plac św. Piotra. Chcieliśmy dostać się do bazyliki, by pochylić głowy przed Janem Pawłem Wielkim. Zdawało się, że nie mamy żadnych szans... Szukając kolejki, w której już wtedy trzeba było stać od 12 do 14 godzin, spotkaliśmy znajomego księdza, który pracuje w jednej z kongregacji. To on, zupełnie niespodziewanie, zaproponował nam i wyznaczył godzinę „ostatniej audiencji”. Około 22.00 znaleźliśmy się przy Ojcu Świętym, pozostając przy Nim ponad dwa kwadranse. To była moja ostatnia i najdłuższa audiencja u Papieża na tej ziemi. Czułem jednak, że nie stoję tam sam, w moim tylko własnym imieniu. Stałem i modliłem się w imieniu tych wszystkich, którzy wpisani są w moje życie, mój świat, moją posługę...
 
Wiatr (Ruah, czyli Duch), jeden ze scenarzystów rzymskich uroczystości pogrzebowych, w których dane mi było uczestniczyć, potwierdził, że najważniejsze spotkania przychodzą z zaskoczenia, jak niespodzianka: „Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3,8).
 
Ks. Stanisław Stawicki SAC
Butare – Rwanda
 
 Image

Czyli refleksja nad sobą w cieniu papieskich pielgrzymek...

Śmierć papieża to niewątpliwie wydarzenie na skalę światową. Śmierć Jana Pawła II?... To osobiste przeżycie każdego człowieka, który w taki czy inny sposób miał okazję GO spotkać! A okazji było wiele! Przywoływanie dziś na pamięć tych licznych lub mniej licznych spotkań z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, za czasów jego długiego pontyfikatu, jest nie tylko sięganiem pamięcią wstecz, nie tylko powtórnym przeżywaniem entuzjazmu, jaki towarzyszył tym spotkaniom, lecz nade wszystko jest próbą powrotu do źródeł! Źródeł tego, kim dzisiaj jesteśmy, my Polacy, a także kim jest każdy z nas z osobna.Jan Paweł II

Z radością witamy w

Pallotyńskiej Rodzinie Misyjnej!

STOWARZYSZENIE APOSTOLSTWA KATOLICKIEGO (księża i bracia Pallotyni) zostało założone przez św. Wincentego Pallottiego w 1835 roku w Rzymie. Od początku w sercu Założyciela było pragnienie szerzenia wiary tam, gdzie jest jeszcze ona nieznana oraz niesienia wszelkiej pomocy krajom misyjnym. PALLOTYŃSKI SEKRETARIAT MISYJNY troszczy się o misjonarzy pracujących w Rwandzie, Demokratycznej Republice Konga, Wybrzeżu Kości Słoniowej, Burkina Faso, Kolumbii, Wenezueli, Antylach i Kazachstanie oraz prowadzących reewangelizację na Ukrainie. Posługa na misjach duchowych synów św. Wincentego Pallottiego - księży i braci pallotynów, realizuje się dzięki duchowemu wsparciu oraz ofiarności Przyjaciół i Dobrodziejów naszego Sekretariatu.

Pallotti wzywał do współpracy. Tego, co możemy zrobić wspólnie, razem, nigdy nie zrobi się w pojedynkę, dlatego powołał do życia Zjednoczenie Apostolstwa. Twoje serce również może bić dla misji...

Kliknij i pomóż!

W październiku wraz z całym Kościołem będziemy obchodzić ustanowiony przez papieża Franciszka Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny. Okazją do obchodów jest przypadająca w tym roku 100. rocznica publikacji Listu Apostolskiego „Maximum illud” papieża Benedykta XV.

Ten dokument z 1919 r. jest wyrazem troski o misjonarzy, budzi entuzjazm misyjny, zachęca do podejmowania modlitwy i różnych inicjatyw ewangelizacyjnych. Papież skierował swe słowa nie tylko do przełożonych i misjonarzy, ale również do wiernych świeckich. Przypominał, że Prawdę trzeba głosić do końca dziejów i nie ustawać. Zaznaczył, że współpraca z misjami jest obowiązkiem wszystkich ochrzczonych i stanowi braterską pomoc dla niechrześcijan.

List papieża Benedykta XV okazuje się wciąż bardzo aktualny. W nawiązaniu do jego przesłania pragnę z całego serca podziękować Wam wszystkim, Drodzy Współpracownicy, za wspieranie naszych  misjonarzy posługujących  w wielu krajach. Pierwsi pallotyni udali się do Brazylii i Rwandy ponad 46 lat temu. Kolejne miejsca, gdzie podjęli posługę, to: Barbados, Kolumbia, Wenezuela, Wybrzeże Kości Słoniowej, Demokratyczna Republika Konga, Burkina Faso, Kazachstan, Ukraina. Do roku 2019 wyjechało ich 272.

Przygotowując się do dobrego przeżycia miesiąca misyjnego wspierajmy ich modlitwą i ofiarą. Szczególną formą solidarności z misjonarzami jest patronat, do podjęcia którego gorąco zachęcam. Na kolejnej stronie prezentujemy listę misjonarzy zarówno pracujących aktualnie jak i tych, którzy już powrócili z misji. Wspierać ich można poprzez włączenie się w następujące projekty:

PATRONAT MISYJNY – polega na objęciu systematyczną opieką konkretnego misjonarza, w którego intencji ofiaruje się dary duchowe, np. codzienną modlitwę, Mszę św., różaniec. Można zadeklarować dowolną kwotę (miesięczną, kwartalną, półroczną lub roczną), przeznaczoną na wspieranie prowadzonych przez niego dzieł ewangelizacyjnych i charytatywnych.

PATRONAT NAD MISJONARZEM SENIOREM – dotyczy misjonarzy pallotyńskich, którzy zakończyli już posługę misyjną i powrócili do Ojczyzny. Na obcej ziemi zostawili nie tylko dar Ewangelii zaniesiony innym, ale też często swoje zdrowie i siły.

Można odwdzięczyć się im ofiarując swoją modlitwę oraz wsparcie finansowe w specjalistycznym leczeniu i rehabilitacji, aby mogli nadal służyć Bogu. Czytaj więcej...

DRODZY WSPÓŁPRACOWNICY!

Na koniec kieruję do Was osobiste zaproszenie do udziału w organizowanej przez nas po raz pierwszy  Pielgrzymce Przyjaciół Pallotyńskich Misji na Jasną Górę. Spotkajmy się 28 września 2019 o godz. 14.00 w kaplicy Cudownego Obrazu. Oczekujemy na Was wszystkich oraz na uczestników pielgrzymek, gdyż tego dnia, 28 września, rozpocznie się również dwudniowe spotkanie popielgrzymkowe. Pragniemy poznawać Was osobiście, aby wyrazić serdeczną wdzięczność za systematyczne wspieranie naszych misji.

Zapraszamy również na rekolekcje misyjne, dni skupienia oraz pielgrzymki, podczas których każdego dnia we Mszy św. będziemy polecać Matce Bożej Wasze intencje, które będą nadesłane do Sekretariatu Misyjnego.

Niech zbliżający się Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny będzie dla nas owocnym czasem w ożywieniu ducha zaangażowania i współpracy misyjnej.  

       Ks. dr Grzegorz Młodawski SAC
Sekretarz ds. Misji i Dyrektor Pomostu

Obserwuj nas na facebooku

Wpłać darowiznę