Wojna domowa w Syrii

Od ponad sześciu lat toczy się w Syrii brutalna wojna domowa, która do tej pory kosztowała życie 400.000 ludzi. Ok 11.6 milionów Syryjczyków znajduje się na uchodźstwie, z tego 6,3 miliony w granicach Syrii. Przynajmniej 5 milionów uciekło za granicę. Miasto Aleppo na północy Syrii było od czerwca 2012 sceną zaciekłych walk. ONZ uznało falę uchodźstwa, jaką spowodowała wojna o miasto największą od czasów ludobójstwa w Rwandzie w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Terroryści z tzw. Państwa Islamskiego” (IS) kontrolowali wschodnią część Aleppo aż do grudnia 2016 r. 22 grudnia tego roku wojskom rządowym udało się uwolnić miasto z rak dżihadystów i armii powstańczej. Podczas gdy Aleppo łapie oddech w innych częściach Syrii toczą się nieprzerwanie walki.

Pomoc Kościoła w odbudowie miasta

Kościół katolicki i przedstawiciele Kościołów wschodnich pozostali w czasie wojny ze swoimi wiernymi, dzieląc ich los. Przy każdej okazji zabierali głos w obronie mieszkańców Aleppo prosząc o pomoc dla konającego miasta. Teraz pomagają mieszkańcom jego mieszkańcom w odbudowanie domów, mieszkań i miejsc pracy.

Perła Orientu

Rok po wyzwoleniu przez syryjskie wojska rządowe na ulicach Aleppo odradza się nowe życie. O. Ibrahim leczy duchowe rany ofiar wojny, zwłaszcza kobiet i dzieci, którzy pozostali w mieście, doświadczając grozy wojny. Z morza ruin rodzi się „Perła Orientu” niczym Fenix z popiołów.

Skutki wojny są wszechobecne i przerażające zarazem. Aleppo - antyczne miasto na północy Syrii – znane na całym Wschodzie z bogactwa historycznego, pięknego położenia i architektury jest dziś jedną wielką ruiną. W trakcie sześciu lat działań wojennych zniszczona została większość miasta. Jego wschodnia części legła całkowicie w gruzach. Teraz w miejscach, gdzie niepodzielnie panowały śmierć i zwątpienie odradza się nowe życie.

 „Przez pierwsze pół roku konfliktu Aleppo było oszczędzone, zapewne z powodu swojego olśniewającego, historycznego piękna”, mówi Abou Khazen, rzymsko-katolicki biskup Aleppo. „Potem rebelianci zaczęli izolować miasto, ograniczają dopływ prądu i wody. Czynili to z nienawiści i zemsty – być może z zazdrości, że jest tak piękne. Potem nastąpił terror i zniszczenie”.

Przed wojną w Aleppo mieszkało 180.000 chrześcijan. Obecnie - niespełna 40.000. „Nie czujemy się dziś dyskryminowaną i prześladowaną mniejszością, lecz częścią wielkiej rodziny, a to dzięki pomocy wielu ludzi, którzy są z nami blisko.

Miasto pośród ruin

Dojazd ze strony Damaszku trwa bardzo długo. W wielu miejscach autostrada jest zbombardowana i trzeba korzystać z krętych objazdów, trudnych do pokonania, zwłaszcza gdy pada deszcz. Ale deszcz to prawdziwy dar niebios dla wysuszonego terenu. Wszyscy na niego czekają, nawet jeśli muszą się liczyć z przemokniętymi meblami z powodu przeciekającego prowizorycznego dachu.

Do kościoła św. Franciszka w Aleppo trzeba przedzierać się pośród ruin, zgliszczy i dymiących popiołów. W parafii pracuje o. Ibrahim Alsabagh, znany z niegasnącego, ciepłego uśmiechu. Jeszcze parę miesięcy temu życie wokół parafii wyglądało zupełnie inaczej. Teraz jest to życie tętniące energią. Stare uszkodzone auta znów tworzą duże korki na podziurawionych od pocisków ulicach Aleppo. To oznacza, że w mieście znów jest benzyna. Tu i ówdzie słychać odgłosy klaksonów. Bardzo typowy dźwięk dla Syrii. Pełni życia, niecierpliwi, mający tysiące pomysłów, tacy są Syryjczycy.

Do mieszkań w Aleppo znów dociera prąd. Jednak w porównaniu do Damaszku jasne okna wieczorową porą należą nadal do rzadkości. Przed rokiem w pogrążonym w ciemnościach mieście duchów nawet pojedyncze oświetlone pomieszczenia należały do rzadkości.

Miasto niezwyciężone

Pomimo przeciwności losu i dramatu ostatnich lat Aleppo nigdy się nie poddało. Nawet wtedy, gdy spośród 4 milionów mieszkańców, zamieszkujących region trzy miliony opuściły rodzinne domy, a pozostały jedynie kobiety, dzieci, chorzy i starcy. Dziś powracają nieśmiało.

Pełne nadziei historie odważnych ludzi i heroicznych czynów rzucają delikatne światło na przyszłość miasta, która nie jawi się już taka mroczna.

 W dzielnicy Aziziehm , gdzie znajduje się kościół franciszkanów czuje się zapach pieczywa dochodzący z piekarni Khalilisa. Nieopodal niej znajduje się sklep Georga z metalowymi akcesoriami. A dalej sklepik, gdzie można kupić cukierki. Kilka miesięcy temu w mieście nie było żadnego sklepu. Dziś są one znakiem nowego początku.

„Ludzie muszą znów mieć pracę, aby godnie żyć”, mówi ks. Ibrahim. Z pomocą małych kredytów proboszcz franciszkańskiej parafii wspiera „start up-y. „Mieszkańcy składają wnioski, które my rozpatrujemy. Większość wnioskodawców to odważni ludzie. Podejmując się nowych rzeczy muszą liczyć się z wyzwaniami i przeszkodami, nieraz wydawać by się mogło niemożliwymi do pokonania. Ale mieszkańcy Aleppo nie boją się wyzwań.

Ks. Ibrahim swoją „maszyną miłości bliźniego” wprawił w ruch umysły i ręce tysięcy ludzi. Powstał dom dla głuchoniemych i jak grzyby po deszczu z ruin miasta wyłaniają się nowe mieszkania. „Dotychczas do stanu używalności udało się nam doprowadzić 90 domów. 900 wniosków czeka na rozpatrzenie”.

Jednym z „odrestaurowanych” mieszkań jest mieszkanie 70-letniej Mayady. „Mój nowy dom to dotyk bożej miłości”, mówi sędziwa kobieta, pokazując pomalowany na biało balkon i górę gruzu pod balkonem. Tutaj przebiegała granica pomiędzy zachodnią częścią Aleppo, kontrolowaną przez wojska rządowe, a wschodnia, czerwoną strefą rebeliantów i frontu Nusra. „W tamtych dniach latały tutaj bomby. Tu zatrzymały się także oddziały dżihadystów”, mówi Mayada, pokazując podziurawione ściany, gdzie wcześniej były okna i drzwi. „Byli naszymi sąsiadami”. Gdy sytuacja stała się trudna do zniesienia kobieta uciekła do krewnych do zachodniej części miasta. Krótko po tym, w grudniu, Aleppo zostało wyzwolone przez wojska rządowe. Franciszkanie przystąpili do odbudowy miasta. Naturalnie, to co czynią -to kropla w oceanie potrzeb, ale akurat w Aleppo cenna jest każda taka kropla.

Dzieci Aleppo

Jedną z pilnie potrzebnych inicjatyw jest psychologiczne i duchowe wsparcie dzieci Aleppo, błąkających się wśród ruin. „Jest ich ok. 6.000, głównie dzieci rebeliantów i kobiet dżihadystów, którzy przyjechali z zagranicy, aby wspierać rebeliantów. Nikt nie chce tych dzieci. Ale my zastanawiamy się, jak im pomóc”, mówi zatroskany bp. Khazen.

Ks. Ibrahim i zespół jego wolontariuszy objął opieką 150 najmłodszych, które najbardziej ucierpiały w czasie wojny. Wiele z nich z powodu odniesionej traumy nie może uczestniczyć w zajęciach szkolnych. Cierpią bowiem na brak koncentracji, napady lękowe i wewnętrzną blokadę. Potrzebują pomocy w powrocie do normalnego życia.

Tysiące syryjskich dzieci noszą podobne doświadczenia i potrzebują pomocy, „Każde z nich ma marzenia i nadzieje, pomimo dramatycznych przeżyć. Dzieci muszą je przepracować, aby zacząć nowe życie. Ks. Ibrahim właśnie w dzieciach widzi nadzieję na przyszłość Syrii. „Każde z tych dzieci to nasz mniejszy brat i siostra, za których Jezus oddał swoje życie. Jezus, który sam stał się dzieckiem jest w nich obecny. Dzieci są znakiem odrodzenia się Kościoła i społeczeństwa syryjskiego”.

Uśmiechnięte twarze najmłodszych pokazują nam, iż szklanka jest znów do połowy pełna. Potrzeba nadziei, aby ludzie odbudowali swoje domy, aby rześki 60-latek znów mógł sprzedawać na ulicy kawę. Syryjczycy nie czekają z założonymi rękoma, ale biorą się do pracy. (Tekst: Andrea Avveduto, alle welt, marzec 2018, tłum. U.Siniarska)

Obserwuj nas na facebooku

Wpłać darowiznę