Przed 25-laty małe państwo w sercu Afryki spłynęło krwią prawie 800.000 ludzi. W trakcie trzech miesięcy plemię Hutu dokonywało rzezi na członkach plemienia Tutsi. Przekaz płynący z radia był jednoznaczny: ani jednego Tutsi na ziemi rwandyjskiej. Większość Hutu uległa tej propagandzie.

Jak dziś żyją mordercy i bliscy ich ofiar - bok siebie, niosąc na swych barkach tak trudną historię? Czy możliwe jest pojednanie?

W dokumentach Andżeliki czytamy: rok urodzenia 1994. Nie ma litery „H” oznaczającej pochodzenie Hutu. Czasy, kiedy w dowodach mieszkańców Rwandy można było zobaczyć litery „H”, albo „T” minęły. Teraz w Rwandzie ma nie być ani Hutu, ani Tutsi, ani Twa, tylko Rwandyjczycy. Już nigdy więcej podobnej rzezi jak ta, z 1994 r. W trakcie trzech miesięcy sąsiedzi zabijali sąsiadów, ojcowie swoje dzieci, mężowie swoje żony. Mordowano we wioskach, na stadionach, w Kościołach. Wszędzie!
„Urodziłam się w 1994 r. w rodzinie morderców”, mówi Andżelika, w roku ludobójstwa. Gdy byłam mała matka opowiadała mi, jak mój wujek zabijał Tutsi”
Obok niej, na krześle, wśród uczestników spotkania, odbywającego się w małej parafii Busogo siedzi Bety. W jej dowodzie widniało wcześniej „T“- jak Tutsi. Bety miała 5 lat, gdy w Rwandzie czas zaczęto mierzyć: przed i po ludobójstwie. Trzy miesiące, od kwietnia do lipca 1994 r., piekło otworzyło nad Rwandą swoje wrota, wpisując się w zbiorową pamięć jej mieszkańców.
Przeszłość jako rzeczywistość
„W mojej rodzinie było wiele nienawiści po tym wszystkim, co przeżyliśmy i wycierpieliśmy. Spośród naszej 10-cio osobowej rodziny przeżyły tylko dwie osoby. Swoją przeszłość przyjęliśmy jako naszą rzeczywistość”, mówi Bety. „Teraz patrzymy w przyszłość”. Bety i Andżelika są przyjaciółkami.
Andżelika często opiekuje się półtorarocznym synkiem Bety. „Mam do niej zaufanie”, mówi ta ostatnia.
Zaufanie! Jak można odbudować zaufanie po czymś takim, co jest trudne do zniesienia?
W miejscu pamięci w Kigali jest pomieszczenie, w którym w szeregach ustawiono czaski pomordowanych. W kolejnym - opowiedziana jest historia pomordowanych dzieci. W trzecim znajdziemy informacje o podobnych wydarzeniach: ludobójstwo Żydów w Niemczech, masakry w Srebrenicy, masowe mordy w czasach Stalinowskich. „Jedyną droga jest prawda”, mówi Abbe Jean Claude Twezeyumukiza. Minęło 25 lat od tej okrutnej rzezi, a ona nadal na nas ciąży. Kładzie się cieniem na każdym spotkaniu, każdej rozmowie. Dlatego Kościół w Rwandzie stara się organizować spotkania dla ludzi, jak to, w parafii Busogo, na północy kraju. „Trzeba stanąć w prawdzie. Uznać, iż w Rwandzie nie ma ludzi, którzy w jakiś sposób nie byliby dotknięci wydarzeniami z 1994 r. „Naprawdę nikogo”, mówi Abbe Jean Claude. „W więzieniach kraju nadal siedzą ludzie skazani za ludobójstwo. W najbliższych latach będą sukcesywnie zwalniani. Przygotowujemy rodziny na ich powrót. A to nie jest łatwe. Większość rodzin najchętniej zapomniałabym o fakcie, że ich krewny był mordercą”.
Rok Pojednania
2017 rok był czasem przygotowania do 25 rocznicy ludobójstwa. Kościół rwandyjski proklamował wówczas „Nadzwyczajny Rok Pojednania”. Temat pojednania dotyczył także jego historii, ponieważ również niektórzy kapłani, zakonnicy i współpracownicy Kościoła rwandyjskiego byli sprawcami pośrednimi lub bezpośrednimi zbrodni.
Wykrwawiająca się Rwanda została zdradzona przez państwa wspólnoty międzynarodowej. Gdy tylko świat pojął rozmiar rzezi, kraj opuścili obcokrajowcy. Wspólnota międzynarodowa nie przejęła się informacjami o ludobójczym charakterze tego, co się dzieje. Gdy kanadyjski generał informował w głównej siedzibie ONZ o przygotowaniach do masakry ONZ milczała. Ostatecznie Kofi Annan podpisał dokument wiążący ręce żołnierzom misji ONZ, którzy czekali na rozkazy. Od tej pory cieszący się powszechnym uznaniem późniejszy sekretarz ONZ będzie w Rwandzie traktowany jako ten, którzy nie udzielił pomocy.
ONZ zawiodła także w momencie poprzedzającym hekatombę, gdy konieczne były wzmożone rozmowy pomiędzy ówczesnym prezydentem Hutu, Juvenalem Habyarimana, a rebeliantami Tutsi. Zadaniem wojsk ONZ winno być wtedy czuwanie na bezpieczeństwem rozmów.
Radykalni Hutu opierali się włączeniu Tutsi do rządu. Siły te uformowały milicje zwane Interahamwe, które wspólnie z propagandą nienawiści uruchomiły w stacjach radiowych fale przemocy wobec Tutsi.
Zachód pozostawił wówczas kraj tysiąca wzgórz samemu sobie: Błękitne Hełmy zostały pozbawione uprawnień do działania. Później zostały wycofane.
Ludobójstwo położyło się dużym cieniem na historii kraju. „To, co możemy dziś robić, to zbliżać ludzi do siebie: w ramach programów pojednania dla sprawców i ofiar, spotkań z wdowami ludobójstwa, w klubach dla pokoju i jedności, organizowanych w szkołach, „ mówi Abbe Jean Claude.
Życie toczy się dalej:
Pomimo tego, co wycierpieliśmy musimy dalej żyć!
W parafii Busogo prowadzona jest grupa wsparcia dla ofiar i sprawców. Obok Bety i Andżeliki siedzą Emanuel i Odetta. Oboje są sąsiadami i nie należą do młodego pokolenia, które o ludobójstwie słyszało z ust rodziców. Odetta na własnej skórze doświadczyła straty. Emanuel był mordercą.
Gdy mężczyzna zaczyna mówić, wspomina o krowach Odetty, które zabił. Potem mów , że spędził 10 lat w więzieniu. Po długiej chwili dodaje, że nie tylko krowy zabił maczetami. Na sumieniu ma jeszcze dwoje krewnych Odetty. „Przebaczyłam mu”, mówi cicho Odetta.
Jak to możliwe? Kobieta dodaje nieśmiało, ze poczucie, iż może mieszkać z nim jako sąsiadem zrodziło się w następujących okolicznościach: „Zrozumiałam, że Emanuel stoi przed wewnętrznym murem zwątpienia i braku jakiejkolwiek nadziei”. Gdy to mówiła z twarzy Emanuela znikało powoli napięcie, a twarz rozjaśniła się.
Nie wszyscy chcą przebaczenia i nie wszyscy chcą pokoju
Swojemu sąsiadowi - Ugandzie Rwanda zarzuca ukrywanie zbrojnych grup, które chcą obalić rząd w Kigali. W Burundi z kolei prezydentem jest były szef milicji Hutu, Pierre Nkurunziza. On także jest przeciwnikiem rwandyjskiego rządu. Istnieją obawy, iż aktywne w Kongu milicje Hutu z FDLR wchodzą w sojusz z przeciwnikami rządu rwandyjskiego w Ugandzie. Do tego dochodzi także międzynarodowa sieć przestępców wojennych z czasów ludobójstwa, którzy uciekli za granicę i stamtąd nakręcają spiralę nienawiści.
Na realne i te możliwe zagrożenia rząd małego państewka reaguje zdecydowanie. Na ulicach obecne są bardzo liczne patrole policyjne i inne służby bezpieczeństwa. Komu ufać? Czy można wypowiedzieć swoje zdanie? Czy można czuć się bezpiecznym? Tego nikt nie wie! Stąd ta osobliwa cisza, rozpościerająca się nad krajem.
Cisza
Cisza ta harmonizuje z zapierającym dech w piersi pięknem natury . W okolicach Ruhengeri, na północnym zachodzie Rwandy, ziemia jest szczególnie urodzajna. Dzięki sławnemu wulkanowi Virunga. Pola są wprawdzie niewielkie, ale ludność Rwandy w trakcie ostatnich dziesięcioleci powiększyła je. Żaden skrawek ziemi nie leży odłogiem. W regionie można spotkać licznych turystów, którzy przyjeżdżają, aby zobaczyć goryle górskie, żyjące w rezerwacie na granicy Konga z Ugandą. Za kilka godzin z gorylami płacą pieniądze, za które miejscowe rodziny mogłyby żyć miesiącami.
Dla turystów ta cisza jest jednoznacznie piękna.

( „Brücken der Versöhnung“, missiomagazin 4-2019, tekst: Barbara Brustlein) tłum. U. Siniarska

Obserwuj nas na facebooku

Wpłać darowiznę