Pierwsza niedziela października, którą w Rodzinie Pallotyńskiej przeżywamy jako Pallotyńską Niedzielę Misyjną, jest szczególnym momentem, aby zatrzymać się przy tym, co od początku należy do serca naszego powołania – przy misji.

Misja nie jest jednym z wielu dzieł Stowarzyszenia. Nie jest dodatkiem do naszego życia ani zadaniem zarezerwowanym dla tych, którzy wyjechali daleko. Misja jest częścią naszej pallotyńskiej tożsamości. Jest pytaniem o to, czy naprawdę pozwalamy Chrystusowi posyłać nas tam, gdzie człowiek potrzebuje Jego obecności, nadziei i miłości.

Dzisiaj jako polscy Pallotyni jesteśmy obecni w 21 krajach świata. Każde z tych miejsc ma swoją historię, swój język, swoją kulturę, swoje radości i swoje dramaty. Wszędzie jednak spotykamy tego samego człowieka – człowieka, który potrzebuje Boga, ale również człowieka, który potrzebuje, aby ktoś przy nim pozostał wtedy, gdy wszystko zaczyna się rozpadać. Dlatego dzisiaj chcemy przede wszystkim podziękować naszym misjonarzom. Dziękujemy tym, którzy są daleko od Polski. Tym, którzy każdego dnia uczą się nowych języków, kultur i sposobów myślenia, dróg dotarcia do człowieka i poszukiwania miejsc spotkania. Tym, którzy nie zawsze mają wystarczające środki, odpowiednie warunki pracy czy poczucie bezpieczeństwa. Tym, którzy nieraz są zmęczeni, chorują, przeżywają samotność i tęsknotę, a mimo to rano ponownie otwierają drzwi swojej parafii, szkoły, kaplicy, domu dziecka czy ośrodka pomocy.

Misje mają twarz konkretnego człowieka. Dzisiaj ta twarz jest również naznaczona wojną. W Ukrainie Kościół żyje pośród bólu, niepewności i doświadczenia wojny. Misjonarz nie może być tam jedynie głosicielem słowa. Jest także człowiekiem, który pozostaje z ludźmi wtedy, gdy wielu innych musi uciekać. Jest obecnością, modlitwą, pocieszeniem i znakiem, że Bóg nie opuszcza człowieka nawet w środku wojennego dramatu. W wielu krajach Afryki spotykamy się z niestabilnością polityczną, ubóstwem, przemocą, migracją i brakiem bezpieczeństwa. A jednocześnie właśnie tam widzimy coś, co jest dla nas ogromnym powodem nadziei: Kościół młody, żywy, pełen wiary, radości i nowych powołań. To jeden z paradoksów współczesnej posługi misyjnej. Tam, gdzie po ludzku jest tak wiele powodów do zniechęcenia, często właśnie tam Kościół śpiewa, modli się i patrzy w przyszłość z nadzieją.

W Ameryce Łacińskiej spotykamy ludzi zmagających się z ubóstwem, kryzysem gospodarczym, problemami społecznymi i dramatami rodzin. W Wenezueli i Kolumbii nasi współbracia towarzyszą ludziom dotkniętym kryzysami egzystencjalnymi i humanitarnymi, a także skutkami katastrof naturalnych i innych tragedii. W Ameryce Północnej – w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a także na Barbadosie – wspieramy Kościoły lokalne, które zmagają się z innym rodzajem ubóstwa: brakiem powołań, starzeniem się wspólnot i koniecznością szukania nowych dróg obecności Kościoła. W Europie natomiast często jesteśmy świadkami życia Kościołów, które są coraz bardziej mniejszościowe. We Francji, Włoszech, Niemczech i Austrii idziemy razem z ludźmi, którzy szukają Boga w świecie, w którym chrześcijaństwo przestało być oczywistym punktem odniesienia. A na Słowacji i w Czechach chcemy być nie tylko obecni. Chcemy być inspiracją, bratem i współpracownikiem Kościoła lokalnego.

To wszystko pokazuje, że misja nie ma jednego oblicza. Przez lata nauczyliśmy się, że misja zaczyna się od Ewangelii, ale nie kończy się na słowach. Dlatego budujemy świątynie, aby ludzie mieli miejsce spotkania z Bogiem. Podejmujemy dzieło Adopcji Serca, aby konkretne dziecko mogło otrzymać nie tylko modlitwę, ale również szansę na edukację, rozwój i godne życie. Prowadzimy sierocińce i domy dla dzieci, jesteśmy z dziećmi ulicy i tymi, których świat dorosłych pozostawił na marginesie. Podejmujemy misje medyczne, ponieważ nie można głosić Chrystusa człowiekowi, którego cierpienia nie chce się zauważyć. Jesteśmy przy ludziach podczas wojen, kataklizmów, trzęsień ziemi, epidemii i innych tragedii. Czasami pierwszą formą ewangelizacji jest wtedy nie kazanie, ale szklanka wody, lekarstwo, posiłek, namiot, opatrunek albo obecność przy człowieku, który stracił wszystko. Hospicjum dziecięce w Bello jest kolejnym świadectwem tej samej logiki: człowiek jest ważny nie tylko wtedy, gdy jest zdrowy, silny i produktywny. Jest ważny zawsze – również wtedy, gdy zbliża się kres jego życia.

W ten sposób misja staje się służbą całemu człowiekowi. Papież Franciszek przypominał nam, że wszyscy ochrzczeni są uczniami-misjonarzami. Pisał w Evangelii gaudium: „Każdy chrześcijanin jest misjonarzem”, ponieważ spotkanie z Chrystusem samo w sobie posyła człowieka do innych, mocno zwracał też uwagę na peryferie egzystencjalne. Nie chodzi już tylko o to, aby przekraczać granice państw i kontynentów. Czasami największa odległość od człowieka znajduje się kilka metrów od nas – w jego samotności, niewierze, uzależnieniu, ubóstwie, chorobie, lęku czy utracie sensu. To bardzo ważna intuicja dla nas, Pallotynów.

W tym roku słuchamy również słów papieża Leona XIV, który na 100. Światowy Dzień Misyjny skierował do całego Kościoła wezwanie: „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. Wzywa nas, abyśmy odnowili w sobie „żar powołania misyjnego”. To wezwanie jest szczególnie bliskie naszemu pallotyńskiemu sercu. Nie możemy bowiem pozwolić, aby misje stały się jedynie wspomnieniem pięknej historii naszego Stowarzyszenia. Misja musi pozostać naszą przyszłością.

Mamy za co dziękować Bogu?

Mamy za sobą ponad sto lat misyjnego dziedzictwa polskich Pallotynów. Pamiętamy tych, którzy jako pierwsi rozpalali ten ogień: ks. Alojzego Majewskiego, ks. Bernarda Pawłowskiego, br. Ludwika Krajniewskiego i innych współbraci, którzy podejmowali drogę często bez doświadczenia, bez pewności jutra i bez gwarancji sukcesu. Ks. Alojzy Majewski, który sam doświadczył Afryki, pozostawił słowa, które również dzisiaj brzmią niezwykle aktualnie. Kończąc swoją „Podróż misyjną do Afryki” napisał: „Oby ta książka przysporzyła dziełu misyjnemu wielu przyjaciół, a w sercach młodzieży budziła zapał do powołania tak szlachetnego i wzniosłego, jakim jest powołanie misjonarza”.

Pallotyńska Niedziela Misyjna jest więc dniem wdzięczności, ale także dniem rachunku sumienia. Niech nikt z nas nie myśli, że misje są „ich” sprawą – tych, którzy wyjechali. Misje są nasze. Ich radości są naszymi radościami. Ich trudności są naszymi trudnościami. Ich sukcesy są naszymi sukcesami. Ich zmęczenie powinno być także naszym niepokojem. A ich modlitwa – naszą modlitwą. Drodzy misjonarze: za Wami stoi modlitwa współbraci w Polsce, za Wami stoją nasze wspólnoty.

Niech więc tegoroczna Pallotyńska Niedziela Misyjna będzie dla nas wszystkich zaproszeniem do ponownego odkrycia, że Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego jest wtedy naprawdę żywe, kiedy jest misyjne. A św. Wincenty Pallotti, który pragnął, aby każdy człowiek stał się apostołem, pomaga nam patrzeć szerzej niż na własne granice, własne problemy i własne bezpieczeństwo.

Niech Bóg wspiera i prowadzi,

Ks. Jan Oleszko SAC, Sekretarz ds. Misji.

Pallotyńska Niedziela Misyjna 2026 r.