Wczoraj wieczorem Daniela Martinho, Walter Reyas i ja pojechaliśmy do La Guairy. To nadmorskie miasto, które najbardziej ucierpiało podczas ostatniego trzęsienia ziemi w Wenezueli. Zabraliśmy trochę ubrań, leki oraz wodę pitną dla ratowników, którzy skontaktowali się z nami.
W pierwszym miejscu, do którego dotarliśmy, na boisku zobaczyłem matki z małymi dziećmi śpiące pod prowizorycznymi zadaszeniami zrobionymi z kawałków i resztek materiałów.
Okazało się, że grupa ratowników składa się głównie z rodzin osób mieszkających w zniszczonym bloku. To 18 rodzin. Do tej pory udało się wydobyć żywe tylko trzy osoby, a szacuje się, że zginęło ponad 30 mieszkańców. Ratownicy wciąż nie dotarli jeszcze do wszystkich.
Dalej spotkaliśmy kolejne rodziny opłakujące swoich bliskich. W jednym bloku zginęło ponad 90 osób, a odnaleziono już około 60 ciał. Z sąsiedniego, całkowicie zawalonego budynku wciąż dochodzą oznaki życia z podziemnego garażu.
Na miejscu pracowali także ratownicy z Włoch. Jeden z nich podszedł do nas, opisał sytuację i poprosił o modlitwę z rodziną, która za chwilę miała odebrać ciała dwóch bliskich osób. Wnuczka i babcia zginęły, obejmując się.
Wielu ludzi podchodziło do nas. Każdy chciał opowiedzieć swoją historię i podzielić się tym, co przeżywa. Idąc między gruzowiskami i pochylonymi blokami, najbardziej poruszały ciemność, cisza i milcząca obecność śmierci. W innych miejscach widać było prowizoryczne obozowiska ludzi śpiących pod gołym niebem, w namiotach albo pod prowizorycznymi zadaszeniami.
Pozostaje przede wszystkim modlić się za tych ludzi. Dzięki wsparciu płynącemu zarówno z Wenezueli, jak i z innych miejsc możemy pomagać ratownikom w ich niezwykle trudnej pracy.
Nasza pallotyńska ekipa myśli już jednak o tym, co będzie dalej. Ci ludzie zostali bez domów i będą przenoszeni do ośrodków dla osób poszkodowanych. Wiemy już, że trzeba będzie dostarczać tam pościel. Wkrótce potrzebna będzie także żywność, leki i wszystko, co pomoże im odzyskać choć odrobinę normalności. Wiemy również, że takie ośrodki powstaną także u nas, w Guarenas.
To było Boże działanie, że rodzina, z którą dziś się modliłem, będzie właśnie mieszkać w Guarenas. Dziś wśród ludzi widać ogromny entuzjazm i gotowość do pomocy. Każdy robi, co może. Jednak z czasem ten pierwszy zapał osłabnie, a potrzeba niesienia pomocy pozostanie. Dlatego tak ważne będzie dalsze wspieranie tych ludzi.
Daniela jest osobą bardzo zaangażowaną w media społecznościowe. Zrezygnowała ze współpracy z politykami, ponieważ chce całkowicie poświęcić się pomocy poszkodowanym. Jak sama powiedziała, próbowano wykorzystać tę tragedię do celów politycznych i prowadzenia kampanii. Chce natomiast, abyśmy wspólnie rozwijali dzieło pomocy tym, którzy najbardziej jej potrzebują.
ks. Dawid Dziedzic SAC